Dzień 7. Strandegard - Hvideklint. 67km ![]() ![]()         O godzinie 11 wypogadza się zupełnie. Nie mogę przegapić takiej okazji i fotografuję wybrzeże oraz pobliską farmę. Do tego też już się przyzwyczaiłem - wyciągam aparat kiedy tylko pojawia się choć trochę słońca. Nigdy nie wiadomo kiedy znów to nastąpi;) Z tego samego powodu czym prędzej ruszamy w drogę. ![]()         Przed 13 dojeżdżamy do Praesto nazywanego Perłą Południowej Zelandii. Odpoczywamy chwilę nad zatoką, potem przejeżdżamy przez starówkę. Po godzinie zwiedzania ruszamy w dalszą drogę. ![]() ![]()         Docieramy do miejscowości Kalvehave. ![]() ![]()         Po godzinie jazdy w deszczu jesteśmy w Stege. Na szczęście przestaje padać. Jest już jednak wpół do siódmej więc na szybkości przejeżdżamy przez starówkę, pod XV wieczną bramą i zawracamy na zachód szukać noclegu. Dojeżdżamy do Tovelde ale tamtejsze pole biwakowe nie przypadam nam do gustu - to po prostu kawałeczek skoszonego trawnika przy głównej drodze. ![]() ![]()         Robi się coraz ciemniej a my nie możemy znaleźć miejsca noclegowego. Pytamy okolicznych mieszkańców ale nikt nie wie gdzie takie coś się znajduje! W końcu jeden starszy mężczyzna stwierdza żebyśmy nie szukali bo i tak pewnie nie znajdziemy a przecież możemy rozbić namiot w jego ogrodzie. Co skwapliwie czynimy:) Chwilę rozmawiamy. Dowiadujemy się, że kupili dom na Mon z żoną kiedy już byli na emeryturze kilka lat temu. Żyją sobie tu spokojnie, wieczorami spacerują przy morzu albo pielęgnują ogród. Wesołe jest życie staruszka w Danii:) Zmęczeni chowamy rowery pod przydomową wiatę i wskakujemy do śpiworów.
|
|